6 Niedziela Zwykła – Mk 1, 40-45

VI Niedziela Zwykła – Mk 1, 40 – 45

„”Jeśli chcesz ” /…/. ”Chcę” ”/Mk 1,40 i 41/

 

         Żyjemy w czasach powszechnego egalitaryzmu. Nie ma podziału społecznego, wszyscy są równi wobec prawa, każdy może być dyrektorem albo choćby i  prezydentem. Jak ma się to do prawdy wie każdy, kto chociaż w minimalnym stopniu posługuje się rozumem. W naszym świecie nie ma bowiem ani równości, ani sprawiedliwości. Jest, jak w całej przyrodzie, walka o byt. Posiadanie takich samych żołądków nie determinuje takiego samego stanu posiadania, podobnie jak dźwiganie przez człowieka rozumu, nie oznacza wcale rozumu tego używania. Faktyczny brak równości jest jednak skrzętnie ukrywany przez tych, którzy z owego braku nieustannie czerpią profity. Jednakże w naszej codzienności taki stan rzeczy skutkuje rozbuchaną wręcz roszczeniowością postaw i zachowań. Wszystko „się należy”. Wszyscy powinni MI dawać. Ci wszyscy to naprawdę wszyscy – począwszy od najbliższych domowników, pani w sklepie i urzędzie, państwie a skończywszy na Panu Bogu. I tu kończy się dotychczasowy lekkawy ton tego tekstu. Aberracja umysłowa wyrażająca się wiarą w absolutną równość, przechodzi w aberrację pogłębioną stawiającą Boga na równi z sobą. Nazywanie Pana Jezusa „Bratem”, „Przyjacielem”, „Oblubieńcem” jest, według mnie, niebezpiecznym zbliżaniem się do takiego stanu umysłu. Pan Jezus jest Synem Bożym, Wszechmocnym Bogiem. Możemy Go prosić a nie stawiać żądania. Możemy błagać, ale zawsze pod warunkiem „jeśli chcesz”. Możemy do Niego zwracać się w każdej sprawie, ale jako do Pana i Zbawiciela – „bo Nim jestem”/por. J 13,13/. Kłócić się z Bogiem – a o czymś takim parę razy w życiu mi z dumą opowiadano – delikatnie mówiąc, nie wypada. Podobnie jak nie na miejscu jest „poklepywanie po ramieniu” Pana Boga. Jest to zresztą odmiana pychy najbardziej chyba żałośnie śmieszna. Warto jej sobie oszczędzić choćby dla własnego ocalenia.

 

Ks. Marek Rudziński