3. Niedziela Adwentu – Łk 3, 10-18

III. Niedziela Adwentu – Łk 3,10-18
„Pytały go/Jana Chrzciciela/ tłumy…celnicy pytali go…pytali go żołnierze… / por. Łk 3,10.12.14/

Biedny prorok w krzyżowym ogniu pytań. Bo przychodzą i pytają co robić, aby się zbawić. Pytają tak, jakby nie wiedzieli… A przecież oni znali Boże przykazania, wiedzieli, że nie wolno kraść, zabijać, nienawidzić…
No to dlaczego pytają?
Oto jest pytanie.
A odpowiedź?…
Mam nieodparte wrażenie, że odpowiedź jest wyjątkowo prosta i umiejscowiona w naszej, powiedzmy sobie szczerze, przewrotnej nieco naturze. Bo w nas jest dużo dobra. Jeszcze więcej dobrych chęci. Wiemy co powinniśmy robić. I wiemy jak żyć. Tylko… zamiast się za to zabrać, mnóstwo sił wkładamy w kombinowanie jak to zrobić, żeby było lekko, łatwo i przyjemnie…Albo jak to zrobić, żeby nic nie robić… Naciągamy więc przykazania Boże do granic możliwości a czasem do granic absurdu… To rodzaj „targu” z własnym sumieniem, które trochę nas uwiera, bo czujemy, że coś jest „nie tak”, więc próbujemy sami sobie wmówić, że „to jeszcze nie grzech, że to tylko grzech lekki, że wszyscy tak robią, że…” Kiedy jednak trafia się okazja, to biegniemy, do mamy, jeśli jesteśmy dziećmi, i pytamy albo do księdza i pytamy… Może oni powiedzą, że to oszukiwanie siebie i Pana Boga to nic wielkiego ani strasznego, może zaakceptują moją żałosną bylejakość, „przyklepią” moje duchowe „dziadostwo” i… wezmą za to wszystko odpowiedzialność. Oni, nie ja… Ja będę mógł dalej oszukiwać siebie i Pana Boga i żyć jak mi wygodniej… W razie czego pójdę zapytać… I, najlepiej, nie będę słuchał odpowiedzi… I będzie jak dotąd, czyli nijak… a dalej tylko gorzej.
Albo zadam s o b i e przed Bogiem kilka pytań, odpowiem na nie szczerze i zacznę ŻYĆ z Bogiem, w Bogu i dla Boga. I wtedy zrozumiem, że wreszcie n a j b a r d z i e j żyję d l a s i e b i e .

Ks. Marek Rudziński