4. Niedziela Zwykła – Łk 4, 21-30

IV Niedziela Zwykła – Łk 4,21-30
„Dziś wypełniło się Pismo, które słyszeliście.(…)Wszyscy… zawrzeli gniewem.Zerwali się, wyrzucili Go z miasta…” . /Łk 4,21.28-29a/

„Prawda w oczy kole”, prawda? No to Pan Jezus powiedział prawdę. I co? No i chcieli Go za to zabić. Bo znali Go od dziecka, bo wiedzieli, w którym domu mieszkał, bo, według nich, był jednym z nich a On o sobie samym mówi jako o tym, w którym wypełniają się zapowiedzi proroków. Bardzo ich rozzłościła taka bezczelność. Tak bardzo, że poczuli się absolutnie zobowiązani do wymierzenia najsprawiedliwszej sprawiedliwości. Cóż, tak już mamy, my ludzie sprawiedliwi. Mówienie prawdy boli, bo można się narazić, bo lepiej się nie wychylać, bo trzeba ponieść konsekwencje tego, że „król jest nagi”… Lepiej więc podkłamać nieco, polakierować odpowiednim kolorkierm szarą zwykle prawdę, polukrować ją, żeby była łatwiejsza do przełknięcia. I jest zwykle łatwiejsza – niczym dziewczę niezbyt nachalnie przywiązane do moralności… Problem zaś w tym, że to już przeważnie … nie jest prawda. A jeśli mam przyjąć prawdę o sobie? No właśnie… Umieć przyjąć prawdę bez „tak, ale”, bez wytaczania ciężkiej artylerii argumentów usprawiedliwiających, bez uciekania od konsekwencji…
Mówić prawdę…
Przyjąć prawdę…
Trudne?
Dla niektórych, zakłamanych i doskonałych w swej nieskazitelności, bardzo…
Dla niektórych nieco łatwiejsze…
Dla wszystkich absolutnie k o n i e c z n e. Naprawdę.

Ks. Marek Rudziński