8. Niedziela Zwykła – Łk 6,39-45

8. Niedziela Zwykła – Łk 6, 39-45
„Z obfitości serca mówią usta” albo w najnowszym tłumaczeniu „…Usta mówią przecież to, czym jest przepełnione serce”/Łk 6,45/

Za oknem piękny dzień i…wiatr. Wieje tak, jak często w Krasnem. Tylko dziś jakby 10 razy bardziej. A blacha na dachu huczy, strzela, gada… Gada? Nie ona tylko wydaje dźwięki… W znanym nam wszechświecie tylko my, ludzie, gadamy, wypowiadamy się, mówimy… Jedyni potrafimy myśleć i myśli ubierać w słowa i je wypowiadać. Codziennie sto, tysiąc, kilka tysięcy, a przy odpowiednim talencie kilkanaście tysięcy słów. Codziennie… Słowami wyrażamy miłość, współczucie, słowami koimy lęki, bóle i strapienia naszych bliskich… Słowami budujemy światy, wyobrażenia, opinie o…
Myślę o moich słowach…
Ile tam słów a ile ordynarnych bluzgów?…
Jeśli to, co mówię, jest niezgodne z tym, co myślę, to kłamię…
Jeśli powtarzam prawdziwe, ale złe opowieści o innych ludziach bez sensu i potrzeby, to obmawiam…
Jeśli złe opowieści o innych wymyślam i opowiadam, to oczerniam, rzucam oszczerstwo…
I tak zamiast budować rozwalam, zamiast łączyć dzielę, zamiast tworzyć niszczę.
Niszczę Człowieka, Brata, Siostrę…
A czy naprawiam zło wyrządzone? Odwołuję kłamstwa i oszczerstwa? Próbuję choć trochę odbudować zepsutą przeze mnie dobrą sławę człowieka?
Patrzę za okno i widzę papierki, śmieci niesione przez wiatr. Lecą bez składu i ładu jak moje słowa bez kontroli…
Jeśli usta mówią to, czym serce me jest przepełnione, to biedne to serce w stanie permanentnego zawału…

Ks. Marek Rudziński