32. Niedziela Zwykła – Mt 25,1-13

  1. Niedziela Zwykła – Mt 25, 1-13

„Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny” /Mt 25,13/

Jesień. Listopadowa jesień rozświetlona słońcem, które świeci jak szalone. I cisza. Jest nieco po dziesiątej przed południem, kiedy piszę te słowa. Za oknem szkoła pusta i cicha przeraźliwie. Liść duży i złoty powoli, majestatycznie spadał z drzewa, a ja patrząc czekałem na huk, jaki rozlegnie się, gdy dotknie ziemi. Dotknął. I cisza. Chopin, którego słucham, swoimi nokturnami wpisuje się w tę wszechogarniającą ciszę nie zakłócając jej, lecz uwypuklając. Pandemiczna cisza. Ludzie zniknęli pochowani w swych domach i samochodach, które przejeżdżają czasem, z rzadka przełamując ciszę.

A Pan Jezus opowiada historyjkę sielankową i w swej treści pozornie banalną. Właściwie ta historia jest banalna. Jednakże morał z niej wypływający jest już bardzo niebanalny. Pan Jezus opowiada o panienkach mądrych i przewidujących i o ich koleżankach mądrych inaczej. I cała ta historyjka jest po to, aby nam powiedzieć, że Pan Jezus znowu przyjdzie na ziemię. Nie zadzwoni, nie zapowie się, nie umówi… Przyjdzie niespodziewane, nagle, bez ostrzeżenia… Ojej, to straszne ! Pomyślałeś/aś/ w ten sposób? Cóż, spotkanie z Bogiem dla człowieka wierzącego nie jest czymś strasznym a jego perspektywa „straszącym”… Jest to oczywiste. Chyba, że człowiek – także wierzący – zatraci się w życiu biegając jak opętany gubiąc po drodze wszystko albo większość tego, co najważniejsze. Zatrzymany w swym pędzie przerażająco strasznym wirusem, w przeraźliwej, pandemicznej ciszy świata wokół, może usłyszy siebie i może nawet usłyszy Boga, który wcześniej czy później, z pomocą wirusa czy innego raka, przyjdzie. Nic nie pomoże zaklinanie rzeczywistości. Bo ta rzeczywistość jest bardzo jednoznaczna i pewna. Jeśli jest coś pewnego w przyszłości, to to właśnie, że Pan Jezus przyjdzie raz jeszcze. Przyjdzie, bo chce naszego szczęścia i naszego życia naprawdę pełnią życia. Stąd to Jego przypomnienie o byciu przygotowanym  z a w s z e  na spotkanie z Bogiem. To wymaga nie panicznego drżenia, lecz zwykłego czuwania, które jest… no właśnie, nie będę się wymądrzał, tylko tym razem zacytuję Klasyka. Przed laty Święty Jan Paweł II mówił do nas w Częstochowie: „Co to znaczy: „czuwam”? To znaczy, że staram się być człowiekiem sumienia. Że tego sumienia nie zagłuszam i nie zniekształcam. Nazywam po imieniu dobro i zło a nie zamazuję. Wypracowuję w sobie dobro, a ze zła staram się poprawiać, przezwyciężając je w sobie. To taka bardzo podstawowa sprawa, której nigdy nie można pomniejszać, zepchnąć na dalszy plan… to znaczy dalej: dostrzegam drugiego. Nie zamykam się w sobie, w ciasnym podwórku własnych interesów czy też nawet własnych osądów. Czuwam – to znaczy miłość bliźniego.”

Ponadczasowo aktualnie brzmią słowa Pana Jezusa i te słowa. Oby przebiły złowrogą pandemiczną ciszę i diabelski wrzask tłumu. Oby zabrzmiały w sercach. Obyśmy czuwali…

 

Ks. Marek Rudziński