26. Niedziela Zwykła – Łk 16, 19-31

XXVI Niedziela Zwykła – Łk 16, 19-31
„”…gdyby ktoś z umarłych udał się do nich, to się nawrócą.””…Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to nawet gdyby ktoś powstał z martwych, także nie dadzą się przekonać””. /Łk 16, 30b-31/

Biedny był ten bogacz z przypowieści. Po miłym, łatwym i przyjemnym życiu playboya trafił do piekła albo, miejmy nadzieję, czyśćca – w każdym razie cierpi tam strasznie. Jego prośby o ulgę kierowane do Abrahama nie mogą być wysłuchane, cierpi więc w dodatku beznadziejnie. Ale to cierpienie i jego beznadzieja przypomina mu o braciach, którzy na ziemi żyją tak samo, jak żył on i chce ich ocalić. Jego logika jest prosta. Jeśli bracia doświadczą manifestacji ducha, to na pewno posłuchają jego ostrzeżeń i odmienią swoje życie, nawrócą się. I co? I nic z tego. Bo to nie reakcja na cudowne emanacje, lecz przyjęcie Objawienia Bożego, wierność i świadome posłuszeństwo Bogu i Jego Prawu jest drogą do szczęścia i do zbawienia człowieka. Bóg objawił się człowiekowi, obnażył się przed człowiekiem tak bardzo, że stał się człowiekiem. To jest największy cud. I więcej cudów nie trzeba. Owszem, cuda pojawiają się w naszym życiu nieustannie jako wyraz niepojętej miłości Boga do nas. Nie jest to jednak po to, żeby dać pożywkę naszemu głodowi sensacji, dziwności i cudowności. Bóg nie musi i nie chce się popisywać. Nie musi niczego udowadniać. Bóg p r o p o n u j e nam prawdziwe szczęście i czeka na naszą odpowiedź, ale ma to być odpowiedź wiarą na objawienie i miłością na Miłość. Jeśli ktoś nie chce kochać, jeśli nie chce odmiany swego złego życia, to nie ma cudów, żeby pomógł mu cud.

Ks. Marek Rudziński